-
Nie wiem zatem Aditi gdzie ty mieszkasz na tych pięknych osiedlach tam i gdzie kupujesz serki. Mieszkałam w Delhi w apartamencie wartym wiece niż niejeden dom w Polsce. W obrębie 50km nie znalazłam wędliny, serków, nabiału, pieczywa innego niż stare tostowe itp. BrUd taki sam jak wszędzie.
Przebywałam w Jammu i Kashmir w domach urzędników wysoko postawionych , czyli bogatych domach ... zimno i farelki pod kocykami, w łazienkach marmur a jeśli nawet nie to i tak zero wanny ... tylko prysznice na środku łazienki.
Byłam w tzw.,, kastoramie i praktikerze ,, Indyjskich sklepach gdzie można by ewentualnie kupić ładny kibelek, wannę czy tez lustro ... i szczerze ... nic bym nie wybrała z pośród 4 opcji jakie mieli do zaproponowania łącznie z glazura i terakotą.
Odwiedzałam inne miejscowości, miasta tj: Bombaj, Amritsar i mniejsze dziury których nazw nie pamiętam .... NIGDZIE NIC PRZYPOMINAJĄCEGO PIĘKNE OSIEDLA Z AMERYKAŃSKICH FILMÓW.
I nie mówiłam ,że mnie nie stać ... po prostu nie mogłam tam nic znaleźć na co warto było by wydać pieniądze.
Ale nie chcę się przekomarzać ... każdy ma prawo do własnego zdania... Ja Indii nie pokochałam i już. Nie mam takiego obowiązku nawet będąc w szczęśliwym związku z Hindusem. On tez ich nie kocha.
-
Ta sa osiedla strzezone. Jak nikogo tam nie znasz, to cie poza bramy nie wpuszcza.
Jak wiesz, gdzie sie udac to i kupisz, co trzeba. Po prostu, jak wszedzie trzeba wiedziec, gdzie sie udac.
Czy sadzisz, ze urzednicy indyjscy zarabiaja krocie i naleza, do ludzi naprawde bogatych? Chyba tylko jak ktos jest ministrem, w przeciwnym wypadku pensyjki panstwowe sa malutkie.
Ostatnia edycja 3 marca '11.
-
Aditi, nie gniewaj się, ale mam wrażenie, że znowu swoje komfortowe warunki życia, wyższe od przeciętnych, znowu rozciągasz na wszystkich.

Wanna bąbelkowa nic w Polsce nie kosztuje? To, o czym Ty regularnie opowiadasz, większości ludzi się nawet nie śniło, mimo że też wykształceni i ciężko pracują, na pewno nie stać ich, by co miesiąc wydawać ani 1000, ani 500 zł na kosmetyki. Nie dokuczam Ci, ale pomyśl czasem, że ludzie mają różne pojęcie "średnich" i "luksusowych" warunków. W Indiach powinno to być tym bardziej widoczne.
-
Dlatego mowie, ze jak kogos na to nie stac w Indiach, to i nie bedzie go stac w Europie. Gdyz pensja jaka dostanie wyksztalcona osoba w Indiach, wcale nie musi byc nizsza, niz to co ludzie zarabiaja w Polsce. A w miedzynarodowych korporacjach potrafi byc nawet wyzsza, niz ta o jakiej sni dyrektor w duzej firmie w Warszawie. Zatem te opowiesci o niedomykajacych sie oknach itp. W takich warunkach zyje nizsza srednia klasa. A z tego, co marjana opowiada ona do niej nie nalezy, ma pieniadze, ale nie miala co kupic. Jakby chciala i sie porozgladala, i wyjechala dalej niz poza Uttar Pradesh to by znalazla to samo, co w Europie.
Poza tym, zauwaz, ze dyskusja zaczela sie od bardzo waskiego punktu widzenia marjany, ze Indie to tylko brud, syf i karaluchy, a bogaci ludzie mieszkaja w domach gdzie nie ma ogrzewania. Co jest kompletna bzdura. Nigdzie nie stwierdzilam, ze w willach z basenem zyje polowa ludnosci Indii, czy cos w tym stylu, po prostu nie znosze jak ktos opowiada bajki, ze cale Indie to tylko slumsy i syf, i nie da sie tam mieszkac, a poznal tylko malutenka czasteczke tego ogromnego kraju.
Wanne z babelkami od 1500zl kupisz. Jakis to wielki luksus nie jest. Na raty rowniez mozna wziac.
Ostatnia edycja 3 marca '11.
-
-
anamika,
Super.
Ale czy to nie jest tak, że każdy z tych apartamentów nosi nazwę "miłość", tylko w różnych językach?
Tak czy inaczej, fajnie że wybrali też polską nazwę.
-
Tak, tak. Tematem przewodnim jest miłość właśnie LOL
Dla mnie szokujące było to, że jest "polska wersja"
-
[i]Aditi, 5 dni temu
Dlatego mowie, ze jak kogos na to nie stac w Indiach, to i nie bedzie go stac w Europie. Gdyz pensja jaka dostanie wyksztalcona osoba w Indiach, wcale nie musi byc nizsza, niz to co ludzie zarabiaja w Polsce. A w miedzynarodowych korporacjach potrafi byc nawet wyzsza, niz ta o jakiej sni dyrektor w duzej firmie w Warszawie. Zatem te opowiesci o niedomykajacych sie oknach itp. W takich warunkach zyje nizsza srednia klasa. [i]
I nawet jeśli dostaniesz ta pensję dyrektora dużej firmy ( chociaż nie każdy musi byc dyrektorem dużej firmy by mieć ładne mieszkanie ze wszystkimi wygodami i standardami w Polsce) to w Indiach i tak nie kupisz tego co byś chciała bo po prostu NIE MA !!
Podaj mi adres Aditi sklepu w którym mogę kupić żelazko parowe PHILIPS GC 9140/02, które powiedzmy u nas kosztuje ok 700 zł i jest dostępne w każdym ,,molochu,, lub można zamówić drogą internetową. Tam nawet jak masz internet to i tak nic prawie nie znajdziesz bo najnormalniej w świecie małe i średnie firmy nie używają jeszcze tej drogi reklamy, nie jest to tak powszechne jak u nas. Więc być może jest możliwe kupić kabanosa w Indiach ale trzeba zjechać pół Indii aby dowiedzieć się gdzie go można kupić ... u nas wystarczy wejść do pierwszego lepszego napotkanego sklepu.
życie jest tam trudniejsze nawet jeśli masz pieniądze chyba ,że ktoś lubi jeść w kółko roti, briyani, parantha i groch z fasolą i ryżem.
Powiedz jak robisz kotlety w Indiach? Robisz w ogóle? Gdzie kupujesz mięso? jakie mięso kupujesz? skąd bierzesz bułkę tartą? Czy jesteś pewna że to mięso i inna żywność tam kupowana ma wszelkie atesty jakie żywność mieć powinna?
Jakie robisz sałatki? Jesz sałatki? np z rybą lub kurczakiem ? Albo rolada mięsna ze szpinakiem ? albo mielone nadziewane żółtym serem? Cokolwiek z kuchni NIE Indyjskiej jesteś w stanie tam zrobić?
Ja nie mówię o 10% bogaczy wyzyskujących biednych. Ja rozmawiam o pozostałych 90% ludzi żyjących normalnie , przeciętnie ... tak jak w innych krajach ... o ludziach przeciętnych rozmawiam Aditi.
Bo jesli chcesz porównać bogacza amerykańskiego do bogacza indyjskiego to i tak ten amerykański będzie miał lepiej i więcej nawet przy tych samych zarobkach. Bo kraj jest inny, system inny, inne standardy i inne przyzwyczajenia ludzi i styl życia ...
No i służba zdrowia ? Co powiesz na ten temat ? Też powiesz ze jak ma się pensje dyrektora to jest super opieka ? a jak się nie ma? jak się żyje normalnie , przeciętnie?
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Zelazko dostaniesz w Chromie.
A kabanosy dostaniesz m.in. w Spar, Spencerze itp
Mieso rowniez kupuje w SPAR. Maja tam wolowine, baranine, drob... jaki problem? Jedzenie europejskie robie na codzien. Polskie, wloskie, francuskie... co mi do glowy przyjdzie. A jak mi sie nie chce robic, to mam fajna wloska restauracje 5 min drogi od domu, gdzie serwuja swietne kurczaki i wolowine. Jak sie dluzej gdzies mieszka, to sie znajduje to co sie chce.
Bulka tarta jest w kazdym wiekszym sklepie. Maja ja w Spar, maja w Total Mall, maja w Spencerze i MkRetail.
Jakbys mieszkala w duzym miescie (Delhi, Mumbai, Bangalore itp) to zakladam, ze wiekszosc produktow, ktore uzywasz bys kupila. Jest cala masa sklepow, ktora ma rowniez zywnosc importowana. Powiedz mi, gdzie w Polsce znajde oryginalny Parmigiano Reggiano? Gdzie w Polsce dostane truskawkowa Fante? Albo chociazby... gdzie w Polsce dostane smaczne banany? I nie mowie tutaj o tych pastewnych, dostepnych na kazdym kroku? Kazdy kraj ma cos, czego drugi nie ma. Czy sadzisz, ze w innych europejskich krajach tez na kazdym kroku dostaniesz kabanosy do ktorych jestes przyzwyczajona? O litosci!
W duzej czesci firm, masz ubezpieczenie zdrowotne. A jak nie ma, to je wykupujesz, placac okolo 400zl rocznie.
Czy sadzisz, ze sluzba zdrowia jest lepsza w Stanach jak nie masz pieniedzy? Albo chociazby w Polsce? Corka przyjaciolki mojej mamy zachorowala na zoltaczke. Jakby nie pensja meza, ktory zarabial miesiecznie ponad 15tys zl, to dziewczyna by nie przezyla. A ile kasy, co miesiac oddaje sie ze swojej pensji na sluzbe zdrowia? Ten, kto nie byl ciezko chory w Polsce, nigdy nie zda sobie sprawy z tego, ze tak naprawde fundusz zdrowia refunduje tyle, co nic. Leki sa tak drogie, ze ludzie nie maja za co ich wykupic. Czy zdajesz sobie sprawe z tego, ile ludzi w Polsce nie stac na opieke medyczna, pomimo tego ze odprowadzali skladki przez cale zycie? Ile matek nie moze kupic antybiotykow dla dzieci, gdyz kosztuja krocie? Ile ludzi starszych oszczedza na lekach?
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
marjana,
a czy możesz wziąć pod uwagę, że życie w Indiach jest po prostu inne? Może nie dostaniesz kabanosów w każdym sklepie na rogu, ale będą tam produkty, jakich nie ma w Polsce (albo są w specjalistycznych sklepach). Nie pomyślałaś o tym, że życie Indusa w Polsce też jest trudne? I są na przykład duże problemy z kupieniem saagu albo innych warzyw?
Edit: literówka
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Pal licho z saagiem. Zwyklej kurkumy nie dostaniesz w kazdym sklepie
Jesli chodzi o zakupy, duze miasta w Indiach posiadaja sklepy o jakich Polska jeszcze dlugo nie bedzie marzyc. Przyklad? Chocby Louis Vuitton. Pomimo tego, ze sie mowi o otwarciu sklepu w Warszawie, do dzis zadnych przygotowan nie poczyniono. Ze sredniej polki nie ma problemu, zeby dostac ubrania Marks&Spencers, czy torebke Guess. Spodnie Pepe Jeans kosztuje polowe tego, co w Polsce. A jak nie masz pieniedzy, to jest cala masa sklepow z ubraniami pochodzacymi z koncowek kolekcji, lub z defektami, gdzie bluzka Bon Prixu, Vili itp kosztuje 3-4zl. Plusem Indii jest to, ze mozesz dostac produkty z kazdej polki cenowej. Jest ogromny wybor dla kazdego. Jak mnie nie stac na importowane ciastka w cenie 15zl za opakowanie, to kupuje sobie Bourbon za 10-20Rs. Jak nie mam funduszy na importowane Pringles, to kupuje sobie ogromna paczka Laysow za 20Rs. Jak nie moge sobie pozwolic na ryz basmati za 10zl za kg, to zawsze mam opcje zeby kupic ryz za 1zl. A jak nie chce mi sie gotowac, to wcale nie musze placic w najtanszej restauracji 10zl za posilek z kota. Ide i kupuje sobie idli, lub dose za 1-2zl i tez jestem happy.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Powiedz jak robisz kotlety w Indiach? Robisz w ogóle? Gdzie kupujesz mięso? jakie mięso kupujesz? skąd bierzesz bułkę tartą? Czy jesteś pewna że to mięso i inna żywność tam kupowana ma wszelkie atesty jakie żywność mieć powinna?
Jakie robisz sałatki? Jesz sałatki? np z rybą lub kurczakiem ? Albo rolada mięsna ze szpinakiem ? albo mielone nadziewane żółtym serem? Cokolwiek z kuchni NIE Indyjskiej jesteś w stanie tam zrobić?
Marjana, nie chcesz, nie mieszkasz. Ale na litość - mięso kupuje się u rzeźnika na przykład; dopiero co ubite, więc świeże. Nigdy się mięsem tak kupionym nie zatrułam w Indiach. Bułkę tartą można dostać w sklepiku osiedlowym, może jest trochę inna, ale można. Sałatki??? No proszę Cię, przecież o to w Indiach najłatwiej. Kurczaka sobie wybierasz, pan Ci na miejscu zabija i też ma świeże mięso. Ryby na targu rybnym można dostać. Nie przesadzaj. Wiadomo, że żyje się inaczej niż w Polsce, ale naprawdę nie trzeba aż tak zmieniać swojego sposobu życia.
A tak na marginesie, po co Ci żelazko za 700zł???
-
Mieszkałam w Delhi 2 tygodnie , wiem że to krótko ale żyłam codziennym życiem , nie turystycznym.
Mieszkałam jakieś 50km od lotniska i co? Stolica ... zabrano mnie na zakupy do ekskluzywnych sklepów i nawet nie mogłam kupic skórzanych, eleganckich butów krytych. Wszędzie albo klapki, albo świecące japonki z koralikami i innymi cekinkami albo jeśli już jakieś botki na chłodniejsze dni to na pewno nie skórzane. 6h spędziłam ,,podobno,, w najlepiej zaopatrzonych marketach DELHI.
I tak jak mówię , zależy co komu pasuje ... przy 4 stopniach ciepła ( a raczej zimna) prawie wszystkie kobiety chodziły tam w japonkach i skarpetach. Mi to nie pasuje. Ja wolę ciepłe kozaki. I nie każdy w Indiach żyje w wielkim mieście prawda??
Mieszkałam w Jammu a to mniej więcej jak dwie warszawy ( mała wieś) i tylko w jednym sklepie w obrębie 50km od mojego miejsca zamieszkania znalazłam MROŻONY żółty ser.
No nic ... chodzi o to ,ze nie lubię kiedy się mówi tutaj ciągle o Indiach w samych superlatywach i każdy jest taki w nich zakochany. Ludzie umierają na ulicy, palą ogniska , budują szałasy z patyków i kawałków szmat .... czy spotkałaś się z czymś takim w obecnych czasach w europie?
Szyszka-sonia znam wielu wykształconych Hindusów w Polsce, Kanadzie i USA, pracuję z wieloma, zyję z jednym, mam znajomych i rodzinę wsród nich ...Powiedz ..czemu oni pomimo dobrego wykształcenia i zasobów majątkowych za diabła nie chcą wracać do Indii??? Tez moga tam byc lekarzami, prawnikami czy managerami hoteli ... tak jak w europie czy ameryce.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
O jeżu. Ale Mariana, to Twój problem, że: [cytuj]ze nie lubię kiedy się mówi tutaj ciągle o Indiach w samych superlatywach [/cytat]
Chcesz zmusić dziewczyny, aby zaczęły mówić/pisać, to co Tobie pasuje? A niby czemu? Tym bardziej, że są to osoby, które znają Indie bardzo dobrze, pracując tam czy po prostu żyjąc. Każdy ma własne życiowe przyzwyczajenia i priorytety, i nie dla każdego kupno skórzanych kozaków jest sprawą życia i śmierci.
-
budują szałasy z patyków i kawałków szmat .... czy spotkałaś się z czymś takim w obecnych czasach w europie
Marjana
Prawdę mówiąc tak - koczowiska rumuńskich Cyganów np. w Polsce -Wrocław
Jeśli chodzi o inne sprawy, to prawdopodobnie nie potrafiono wskazać Ci odpowiednich sklepów, bo może tubylcy nie potzrebując takich produktów nawet nie wiedzieli gdzie ich szukać.
Myślę, że po prostu nie spodobało Ci się w Indiach i już. Są tacy, którzy po krótkim turystycznym pobycie w USA wrócili do Polski z ulgą i deklaracją, że za nic nie chcieliby tam mieszkać.
A to, że w Indiach jest potworna bieda (ludzie zamożni też są i extra bogaci też) to prawda powszechnie znana i nie trzeba tam jechać by o tym wiedzieć.
A bułki tartej takiej jak w Polsce to nie kupisz w większości krajów na świecie. Zawsze możesz upiec bułkę w domu, wysuszyć ją i zetrzeć. Kiedyś w polskich domach też tak robiono.
Żywność jest różna na świecie i albo się to lubi albo nie. W tym drugim przypadku lepiej zostać we własnym grajdołku.
-
Umarlam. To, ze nie wiedzialas gdzie co kupic, nie znaczy ze sklepow takich nie ma. Ja jakos wybierajac sie do Polski w zimie kupilam w Indiach kozaki. I plaszcze tez byly i kurtki, i co tylko komu potrzebne. Jak nie masz bladego pojecia, gdzie co kupic, przynajmniej sie nie osmieszaj i nie mow, ze tego w Indiach nie ma.
Pojedz do Stanow, tez zobaczysz ludzi zyjacych na ulicach. I tez beda palic ogniska na ulicach, zeby sie ogrzac.
Jesli chodzi o zywnosc, to pojedzie sie do innego miasta w Polsce i tez pojawia sie problem. Bo tez czlowiek na poczatku nie ma pojecia, gdzie kupic dobry chleb, kto ma swieze mieso itp. Moja mama wracajac z pracy wstepuje do 3-4 roznych sklepow, tylko po to, zeby kupic jedzenie. Poznanie miejsca zajmuje wiecej niz 2 tygodnie. Mi samo zlokalizowanie sklepow z produktami, ktore potrzebuje na codzien, przetestowanie roznych pozycji zajelo okolo pol roku. Dzisiaj wiem, gdzie i co kupic. Jak przyjechalam, tez moglam powiedziec "tutaj nic nie ma, wynosze sie do Polski". A jednak, bylam uparta i znalazlam to, co chcialam. I ladne mieso, i ser zolty, i swiezy koperek, i pietruszke, i szynke, i bulke tarta i soki, ktore nie sa slodkie tez. Wszystko wymaga czasu. Nie ma co skreslac kraju, tylko dlatego ze sie go dobrze nie zdarzylo poznac.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Witam ,
Bylam w Jammu tzn. jak bylismy z mezem i z Rodzinka w Vashno Devi

,bylo wspaniale pomijajac 14 godzin w pociagu,
jechalismy z Delhi. A Jazdy na koniu po sciezkach gory nigdy nie zapomne szeszczegolnie noca

cudowne widoki.
W Delhi znajdziesz wszytko , kozaki , botki itp. Na marketach jest tego mnosto, kurtek ,plaszczy czy czapek.
W Metro Walk znajdziesz duzo rzeczy, kupilam se szalik i super ciuchy. Ja se w Delhi nabylam super okulary w Vison Express za 400zl. W sklepie MORE jest duzo rzezcy od spozywczych zaczynajac a konczac na ubraniach.
Wszytko da sie znalezc ale trzeba znac odpowiedzie miejsca i sklepy.
-
Dwa tygodnie w samym Delhi, 3 miesiące w Jammu, 5 dni w Bombaju i po kilka dni w innych miejscowościach miedzy innymi w Amritsar. To chyba powinno wystarczyć do znalezienia czegokolwiek innego niż zsiadłe mleko, ryż , kasza i herbata
( ogólnikowo mówiąc)
Byłam w USA ... wkrótce jadę ponownie , NEVADA nie trzeba mieć tam nawet internetu aby znaleźć wszystko czego się potrzebuje. Nie widziałam ludzi śpiących na ulicach tak nagminnie jak w Indiach i nikt nie sikał do pojemnika na śmieci
( który tez ciężko w Indiach znaleźć) . Wręcz przeciwnie dziwnym jest rzecz nie posiadania auta w tym stanie (nie wiem jak w innych)
Jeśli ktoś idzie na piechotę to albo z psem na spacer (tudzież z kotem) albo jogging. I to jest standard życia ludzi NIE BOGATYCH ( bo ja zaliczam się tam do klasy biednej a mam auto, dwu piętrowe mieszkanie i wannę z bąbelkami - wynajęte na dodatek) I naprawdę czuje się tam jak biedak ,,infront of people ,, mieszkających naokoło mnie.
W Indiach natomiast czułam się jak BOGACZ nie wydając nawet 30 zł dziennie ,, infront of people ,, tam mnie otaczających.
Więc wolę żyć jak biedak w USA niż bogacz w Indiach ...
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
marjana, nie wiem czym kierują się Twoi znajomi, mój mąż akurat chce do Indii wracać a nasi przyjaciele i rodzina z Indii nie chcieliby mieszkać w Europie.
I to naprawdę straszne, że w Indiach rzadko można spotkać zółty ser. Za to w Polsce nie ma paneeru z prawdziwego zdarzenia.
Ale "normalne" kozaki w Delhi widziałam
I tak jak mówią dziewczyny - nie lubisz Indii to nie, nikt Ci nie zabrania. Ale nie staraj się udowadniać innm, otwartym osobom, że masz rację, bo to i sukcesu nie osiągniesz.
-
Ja mysle, ze inny jest punkt widzenia po krotkim, a inny po dluzszym czasie. Pamietam jak Aditi na poczatku tam wszystko krytykowala, ale jak widac poznanie i zadomowienie sie robi swoje. Marjana pewnie po pewnym czasie te drazniace przy krotkim pobycie rzeczy stalyby sie mniej uciazliwe a inne z kolei sprawy by Cie zajmowaly, kto wie. A co do zycia poza Indiami, to bym powiedziala, ze glosy sa podzielone 50-50 czesc ludzi chce koniecznie wrocic do kraju rodzinnego czesc nie. Zalezy to zapewne od osobistych mozliwosci aklimatyzacyjnych-adaptacyjnych. Jednym przychodzi to latwiej innym trudniej.
A tak w ogole to wszystkiego najlepszego babeczki
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Wiesz co, Marjana, mieszkałaś niecałe 4 miesiące w Indiach i to był taki straszny problem, że jadłaś indyjskie jedzenie? Ja rozumiem mieszkanie latami, ale 4 miesiące?? A tak w ogóle to tylko to zapamiętałaś w Indii? Biedaków śpiących na ulicach?
Poza tym ja nawet w Polsce nie mam samochodu, wanny z bąbelkami ani dwupiętrowego mieszkania, ale nie mam wrażenia, że jestem gdzieś na dole drabiny społecznej. No chyba że wyznacznikiem jest niesikanie do kosza na śmieci, to wtedy tak - jestem klasa średnia.
Masz jakieś dziwne priorytety dziewczyno.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Jak do Polski przyjezdza Indus tez nie znajduje u Nas takie produkty jak ATTA czy GEE.
W POlsce nie ma slodyczy Indyjskich czy jak zostalo wspomniane ze nie ma Panieer.
U nas jest duzo wyrobow z miesa wieprzowego co jest dla Indusow nie smaczne i niezdrowe.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Jakoś kilka miesięcy temu udało mi się z koleżanką wyjechać na ok. dwa tygodnie do Seulu. Bardzo się cieszyłam, bo nigdy tam nie byłam, bo to Korea południowa, bo taka egzotyka. Mnie podobało się wszystko, smakowało wszystko, mało że Koreą wróciłam zachwycona, to jeszcze marzę sobie w skrytości ducha, aby tam wrócić. Mojej koleżance nie podobało się nic, ponieważ jest zafascynowana Japonią. I w Korei wszystko było nie dość japońskie. A w ogóle to było brudno i śmierdziało (co jest kolosalną bzdurą). Piszę o tym dlatego, że może Marjano zmarnowałaś sobie cały pobyt takim nastawieniem. Jeżeli jedziemy, aby porównywać coś, co widzieliśmy, z tym, co widzimy - to z reguły nic dobrego z tego nie wynika. Piszesz, że wyjeżdżasz do USA - więc w jakim celu rozpatrujesz wszystko tak, jakbyś została skazana do dożywocie w Indiach? Ciesz się, że tam jesteś.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Marjana, ale po co Ci na Boga luksusowe żelazko w Indiach skoro za parę rupii masz pięknie wyprasowane ubrania przez ulicznego prasowacza?

Dla nielubiących prasować to zbawienie, na które w Polsce niewielu stać!
Ale pewnie zaraz usłyszę, że nierówno prasują...
-
Posty Marjany przypominaja mi wywody turystow, ktorzy pierwszy raz w zyciu gdzies jada i wszystko zaczynaja krytykowac. Niczego nie chca spobowac, tylko wiecznie porownuja. Ze jedzenie nie takie, ze balagan na ulicach itp. Tacy ludzie, w ogole nie powinni sie ruszac ze swojej miesciny, gdyz zaden kraj im nie dogodzi tak bardzo, jak ich wlasny, nawet jakby to byla ostatnia, zapyziala dziura. Bo sorry, jak mozna powiedziec, ze kraj jest zly bo w kazdym sklepiku nie mozna dostac kabanosow, czy zoltego sera? A w Polsce to w kazdym sklepie, dobre kabanosy sie znajduje? A czy w Zachodniej Europie, czy Stanach tez na kazdym kroku mozna dostac polskie jedzenie? Kazdy kraj jest inny, nie mozna go ooceniac poprzez pryzmat wlasnego. Jak sie chce, zeby kraj byl jak Polska, to trzeba w Polsce zostac.
I nie jest prawda, ze Indusi tak chetnie opuszczaja swoje domy i emigruja na Zachod. Ci, co nie maja wyboru i stanowi to dla nich skok na drabinie spolecznej, moze i tak. Ale ostatnimi laty, coraz wiecej Indusow wraca do kraju. Kuzynka mojego meza, obywatelka amerykanska po kilkunastu latach w Stanach wrocila do Indii. Nie dlatego, ze bylo jej tam az tak ze. Miala dom, swietna prace, wychowywala tam dzieci przez lat kilkanascie... ale jednak wrocila do swojego kraju. Kupila tutaj ladny dom, dziecko posyla to International School, drugie studiuje w Londynie na LSE, jej maz jest dyrektorem w duzej firmie. I wcale z powrotem do USA sie nie wybiera, choc moze w kazdej chwili jako obywatelka Stanow.
Ostatnia edycja 8 marca '11.
-
Witam wszystkich, miałam się nie odzywać, ale prawdę mówiąc mam interes.
Po pierwsze, pierwszy raz byłam w tak dalekim kraju jak Senegal, dookoła brud i syf jak to mówi marjana, ale człowiek zwraca uwagę naprawdę na co innego. W mieszkaniach bardzo czysto, ludzie zadbani, nawet biegające dzieci są bardzo czyste. Myłam się polewając kubkiem, ponieważ w kranach często nie było wody, nie mieszkałam w luksusach, a wrażenia z podróży są wspaniałe.
Po drugie chciałam zapytać jak można przedłużyć wizę. Mój mąż nareszcie dostał dziś wizę. Zaproszenie wysłałam na pół roku, ale wizę dali tylko na 3 miesiące. Wiem że przed końcem, ok 45 dni wcześniej, trzeba złożyć nowy wniosek, czy właśnie przed końcem wizy, a zaproszenie w takim wypadku nie ma znaczenia? Czy można przedłużyć wizę swoją drogą, a wniosek składa się przed końcem zaproszenia?
Z góry dziękuję za pomoc.
-
O wszystkie sprawy zwiazane z przedluzaniem wizy pytaj w Urzedzie d.s. Cudzoziemcow. Legalny pobyt mozliwy jest tylko na podstawie waznej wizy/ karty pobytu, wize trzeba wiec przedluzyc. Sam fakt, ze zaproszenie jest wazne, nie wystarczy do uznania pobytu za legalny.
Edit: Sorry za brak polskich znakow.
Ostatnia edycja 9 marca '11.
-
Ja, jadąc do Indii, też miałam w głowie jedną myśl: Boże tam nic nie będzie, ja tam zwariuję. Przywiozłam z Polski mnóstwo rzeczy, które okazały się niepotrzebne, bo to samo mogłam kupić tam. Co prawda jedzenie mnie dobijało czasami, bo wolę gotować sama, a nie miałam do tego warunków, ale nie oznaczało to, ze jestem skazana tylko na indyjskie jedzonko.Ale za to z jaka radością rzuciłam się na obiadek mamusi po powrocie, choć wcześniej miałam w zwyczaju narzekać na to, co ona gotuje. I tak jak mówi Aditi, jak wiesz gdzie szukać, to znajdziesz co chcesz. I nie zgodziłabym się, że w internecie nic nie można znaleźć, bo my mieszkając w Mumbaju (mój miniu jest z Udajpuru) 3 miesiące, będąc kompletnie zieloni w kwestii lokalizacji wielu miejsc, wszystkiego szukaliśmy przez internet. A co jeszcze mi sie spodobało, to zakupy na telefon: dzwonisz do sklepu na dole, mówisz co chcesz i w ciągu kilkunastu minut masz zakupy w domu, bez wychodzenia i tachania siatek. I co jeszcze sobie upodobałam, to sprzedawcy warzyw i owoców po domem. Codziennie świeże warzywka i owoce, mniam.
-
Lidio, zaproszenie było mu potrzebne do uzyskania wizy. Po przyjeździe do Polski już się na nic nie przyda. Od tego momentu zaczynają go obowiązywać prawa takie same, jak każdego innego obcokrajowca przebywającego na terytorium kraju. Przed upływem 45 dni do końca ważności wizy (zaproszenie nie ma znaczenia) musi złożyć wniosek w Urzędzie Wojewódzkim o wydanie pozwolenia na pobyt czasowy. Wszelkich niezbędnych informacji, odnośnie dokumentów, udzieli wam urzędnik, ale na pewno 2 zdjęcia, kserokopia paszportu i oryginał do wglądu, kopię wizy/karty pobytu. Do tego dochodzą jeszcze inne, które różnią się w poszczegółnych przypadkach. W waszym zapewne będzie to dodatkowo akt małżeństwa, potwierdzenie zameldowania, ubezpieczenie. To wszystko składanie razem z wnioskiem, jeżeli braknie jakiegoś dokumentu, zostaniecie poproszeni o uzupelnienie (macie na to 7 dni) oraz zapewe wezwani na wywiad. Ponadto może odwiedzić was straż graniczna, która sobie zrobi "wywiad środowiskowy". Nastpnie czekacie na decyzję . Jeśli będzie ona pozytywna, wpłacacie 50 zł w kasie urzędu i w ciągu 2 tygodni zostanie mu wydana roczna karta pobytu, jeśli będzie to negatywna, bedzie musiał wrócic do kraju. Co prawda istnieje możliwośc odwołania się od negatywnej decyzji, ale raczej na dużo się to nie zda...
Ostatnia edycja 9 marca '11.
-
Ja bym na twoim miejscu Lidio juz myslala, jak zrobic zeby urzednicy nie dowiedzieli sie, ze to byl slub po miesiacu znajomosci przez internet. Nie wiem, czy jakikolwiek urzednik bedzie traktowal taki zwiazek powaznie. I to nie tylko z powodu krotkiej znajomosci, ale rowniez roznicy wieku oraz pochodzenia meza.
-
Ślub po 3 miesiącach, ale my już jesteśmy oboje w pewnym wieku, on też ma obowiązki względem córki, a jak i gdzie się poznaliśmy musiałam napisać do ambasady w Abudży, on musiał załączyć moje oświadczenie, bo ślub odbył się za granicą. Wcale nie zamierzam oszukiwać, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Dziękuję za odpowiedzi.
-
Lidio, ale urzędnicy nie będą brać pod uwagę tego, że jesteście już w pewnym wieku. Dla nich podejrzana będzie wasza znajomość... Nie obchodzą ich również jego obowiązki względem córki, no chyba, że będzie chciał ją ściągnąc tutaj, to wtedy inna sprawa. Poza tym Abudża to nie Polska. Tam raczej ludzie z Europy nie uciakają i nie biora ślubów dla wiz. Dobrze będzie, albo i nie, ale na pewno nie łatwo...
-
LOL Marjana... a to koniecznie musi być Philips?? LOL
Widziałyście produkty indyjskich firm? Np. taka Onida. Mikrofalówki z serii Black Beauty są poprostu boskie! Funkcje przystosowane są do indyjskich potraw owszem, ale pokażcie mi mikrofalówkę z takim cool designem jak ta, w Polsce czy w Europie.
Rozumiem i popieram myślenie typu "dobre bo polskie", ale bez przesady.
W Indiach tak naprawdę denerwuje mnie tylko jedna rzecz. To negocjowanie cen i czas na to spędzony. Kurczę, czasami naprawdę chciałabym wejść, wybrać co mi w oko wpadnie, zapłacić i wyjść. W 15 minut.
Byliśmy w jakimś wielkim mallu w Noida, z lokalnymi znajomymi. Nie pamietam nazwy ale coś mi się kojarzy że mall miał jakieś 5km sumarycznej długości. Chciałam kupić szale na prezenty. I mówię facetowi, że chcę żeby mi pokazał takie z ciemniejszymi kolorami i koniecznie bez cekinów. Podkreślam - zero cekinów. No i gość przez pół godziny mi pokazuje co mu w ręce wpadnie, w tym szale całkowicie pokryte cekinami (!!). W końcu się wkurzyłam i powiedziałam mu, że chcę te 4 ale dam tyle i tyle za nie (jakieś 500 Rs mniej niż by wychodziło). Poprostu się wkurzyłam i chciałam żeby się zatrzymał z tym gadaniem i pokazywaniem. Popatrzył się na mnie tak przez sekundę i "OK". Wziełam, zapłaciłam i poszłam.
Ci lokalni znajomi Indusi byli w szoku - "Jezu w ogóle nie pomyślałabym, żeby negocjować w mallu. Następnym razem też spróbuję!" Mówiłam im, że też się nie spodziewałam, że się gość zgodzi. Nawet nie o to mi chodziło. Poprostu miałam już tego dość i sobie "strzeliłam" tak do niego.
Podejrzewam, że z tego anegdota wyszła, którą ci znajomi teraz opowiadają ludziom LOL
Ostatnia edycja 10 marca '11.
-
Jak to jego stoisko, to dlaczego mial sie nie zgodzic? Negocjowac mozna, nawet trzeba, zwlaszcza jak to sa jakies male sklepiki, albo stoiska, ktorych wlascicielem jest sam sprzedawca. Dziwne, ze Twoi znajomi tego nie wiedzieli, gdyz dosc czesto widuje ludzi, ktorzy w takich miejscach sie targuja.
-
Nie wiem co rozumiesz przez słowo stoisko. To był normalny markowy sklep, chain store. To negocjowanie też nie jest takie oczywiste. Fixed price to fixed price no nie?
W Polsce możliwość negocjowania w normalnych sklepach też nie jest specjalnie wiadoma ogółom.