-
aparna jest aktorką, rezyserką, scenarzystką.
znamy jej mr. & mrs. iyer
ja wczoraj zobaczyłam 36 chouringhee lane/ 36 chowringhee lane (różna pisownia); film jest przepiękną i przejmującą opowieścią o samotości, poświęceniu i potrzebie przyjaźni; jest to historia starzejącej się nauczycielki literatury (shakespeara), osoby samotnej, której jedyny krewny to brat w domu opieki. violet stoneham mysli, że znalazła przyjaciół w swojej byłej uczennicy i jej chłopaku... jednak nawet 'przyjaźń' ma swoją cenę.
nie jest to bolly, jednak film polecam ogromie!
-
Kto gra w tym filmie?
-
obsada:
Jennifer Kendal, Dhritiman Chatterjee, Debashree Roy, Geoffrey Kendal, Soni Razdan
-
wiem, że topic zaczęłam od aparny, ale nie będę tworzyć nowego...
film: born into brothels calcutta red light kids. nie wiem czy było cos o tym filmie, sprawdzać tez mi się nie chce.
film jest piękny film a w zasadzie dokument.
jeśli ktos nie wie co ze swoim zyciem zrobić to polecam ten film- istna motywacja do zrobienia czegos dobrego w życiu.
-
Ostatnio w Empiku, przeglądając "Historie filmu światowego" Płażewskiego, dowiedziałam się, że Aparna Sen jest mężczyzną
Człowiek uczy się całe życie.
-
Przenoszę wywiad z wątku reżyserów. Przegapiłam, że Aparna ma swój własny wątek (ale w sumie nic dziwnego, bo skoro tak wygląda...).
I trust Rahul Bose: Aparna Sen. "Japońska żona" (to pierwszy raz, gdy ta reżyserka adaptuje powieść, do tej pory opowiadała oryginalne historie) będzie trzecim wspólnym filmem Aparny i Rahula. Pani reżyser mówi o tym, że potrzebowała aktora, który dałby [jej/filmowi] 200%, a taką osobą jest właśnie Rahul. O postaci przez niego granej, o samym filmie oraz o tym, że z występująca w filmie japońską aktorką Chigusą Takaku musiała porozumiewać się przez tłumacza.
I z nowych rzeczy: reakcja Shabany Azmi po premierze "The Japanese Wife" -
Aparna is true inheritor of Satyajit Ray.
Recenzja filmu z
Bollywood Hungama:
THE JAPANESE WIFE is an emotional journey that keeps you hooked for its sheer novel story. A film for connoisseurs of art house cinema mainly!
Sify (3,5 gwiazdki):
The only drawback is the film's pace, which won't find favour with those preferring pacy storytelling. But so compelling is the narration, you're tempted to be patient.
It's a lilting fairytale, and like all fantasies, the unlikeness of the premise is striking. But then Aparna Sen doesn't call this her love poem for nothing. Ostatnia edycja 9 kwietnia.
-
Kolejna recenzja filmu:
HindustaniTimes (2 gwiazdki)
Be wary of the friend who passes off as opinion on a film, comments such as, "It's beautifully shot". Or, “The acting is awesome.” Or, “The film’s good, but kinda long (or slow).” What he unknowingly means to say is the story sucks.
Sen’s The Japanese Wife is wonderfully shot, reasonably well enacted, and is sure enough, long (or slow) as hell. Such elements individually draw attention toward themselves because, quite frankly, the script sucks.(...)
If I’m not mistaken, this is Sen’s (36 Chowringhee Lane) first screenplay adaptation (from a short story by Kunal Basu). It shows. The realism and connect of her films is entirely missing here. In a fairly prolific 30-film career, it is Sen alone who’s managed to use Bose best (Mr And Mrs Iyer, 15 Park Avenue). This one’s no exception at all, and could well be Bose’s best work. It doesn’t quite bode well for both. The film remains at best an affected bore.
-
Watek swój ma, ale jak widać nieciekawie zaczęty...
-
I don't make films for Konkona - wywiad z Aparną o jej filmach i ich odbiorze przez widzów oraz o Konkonie i pracy z nią przy najnowszym filmie Aparny 'Iti Mrinalini ':
http://sify.com/movies/bollywood/fullstory.php?id=14940521
I don't choose a subject. It's the other way round. An idea calls me and says 'lease, you have to make me'
I don't know how to describe my films. But one thing is for sure, I can't categorise them. I won't say my films are very intellectual. But as my daughter [Konkona] says, if you have a heart, you will love my films. (...)
My script decides its star cast. Ostatnia edycja 5 maja.
-
W ramach zapełniania wątku – Shoma A Chatterji o reżyserce na
Upperstall. Na zachętę fragment po polsku
Aparna Sen jest jednym z najlepszych współczesnych filmowców. Urodziła się w 1945 roku w rodzinie miłośników kina. Jej ojciec, uznany krytyk filmowy i historyk, Chidananda Dasgupta, był, wraz z Satyajitem Rayem, założycielem Kalkuckiego Towarzystwa Filmowego. Aparna zadebiutowała jako aktorka w 1961 r. w „Teen Kanya” Satyajita Raya, gdy ciągle jeszcze chodziła do szkoły. Od tego czasu grała u wielu uznanych reżyserów, np. Meinala Sena, Jamesa Ivory’ego, Satyajita Raya. Za rolę w „Mahaprithibi” Mrinala Sena otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu filmowym w Moskwie.
Wspominając swoje początki w kinie, Aparna mówi: „Gdy Renoir przyjechał do Indii kręcić „The River” byłam dzieckiem. W młodości mój ojciec bez ustanku walczył o szacunek dla ruchu towarzystw filmowych. Razem z Satyajitem Rayem i Bansim Chandraguptą założył Kalkuckie Towarzystwo Filmowe. Sam też nakręcił dwa wspaniałe filmy. Poświęcił się całkowicie sprawie „zalegitymizowania” kina. Jako mała dziewczynka znałam i słuchałam ludzi, którzy w przyszłości mieli zostać znanymi filmowcami. Nie musiałam nawet wychodzić z domu, by poznać Bunuela czy Bazina. Ojciec z przyjaciółmi dyskutowali o nich w domu. Zabierano nas na pokazy organizowane przez Towarzystwo, a czasami organizowano pokazy u nas w domu. Wykształciło to we mnie zamiłowanie do dobrego kina.
Do dzisiaj, o ile nie zachwyci mnie strona wizualna, film mi się nie podoba. Nigdy nie opieram się wyłącznie na historii. Nie pozwalano nam oglądać populistycznych filmów bengalskich, jak np. „Harano Sur”, „Sagarika”, itp. Filmy z Suchitrą Sen i Uttamem Kumarem nie były dla nas. To jedna z ironii losu, że później sama zostałam gwiazdą w takich populistycznych filmach, których wcześniej nie pozwalano mi oglądać. Pierwszym bengalskim filmem, jaki zobaczyłam, było „Pather Panchali”.”
Aparna pamięta, jak oglądała „Wild Stallion” (1952) o małym chłopcu i koniu. Jednak jej ulubionymi były filmy Charliego Chaplina, braci Marx czy De Sici. Pamięta także „Ran” Kurosawy. Oraz oglądanie dokumentów. „Wyrobiliśmy w sobie dyscypliną oglądania dobrych filmów” – dodaje.
Jako aktorka Aparna była numerem jeden bengalskiego kina przez prawie dwie dekady. Grała różnorodne role w filmach komercyjnych najlepszych bengalskich reżyserów mainstreamowych. Rozwijała się jako gwiazda wraz z aktorami takimi jak Soumitra Chatterjee i Ranjit Mulnik, ale grała również z wielkim Uttamem Kumarem. Od Ajoya Kara i Prabhata Roya z jednej strony skali po Satyajita Raya i Rituparno Ghosha z drugiej, Aparna zagrała każdą rolę, jaką aktorka i gwiazda może sobie wymarzyć. Miała występ gościnny w „Paroma” (1984). Gdy dojrzała, aktorka w niej usunęła w cień gwiazdę i zaczęła występować we własnych filmach („Unishe April”, „Titli”, „Paromitar Ek Din”). Teraz unika występów przed kamerą, a woli stać za nią. Jej krótka przygoda z Bollywood była komercyjną katastrofą, chociaż zarówno „Vishwaas” (1969) z Jeetendrą i „Imana – Dharam” z Sajeevem Kumarem miały gwiazdorską obsadę i dobrego producenta. Odmówiła Shyamowi Senegalowi zagrania w „Ankar” (1973), jednak nie żałuje, bo dzięki temu świat poznał jedną z najzdolniejszych gwiazd, Shabanę Azmi. Aparna Sen jest z pewnością aktorką reżysera. Szkoda, że była bardziej gwiazdą niż aktorką z powodu wymagań, jakie stawiało jej kino komercyjne. Z tego powodu widzieliśmy jej przeciętne role w słabych filmach lub w filmach źle wyreżyserowanych. Jednak z dobrym reżyserem bierze się w garść.
Pytana o jej własne najlepsze role, powie: „wśród moich lepszych filmów, wymieniłabym wszystkie filmy Satyajita Raya i Mrinala Sena, w których grałam. Do tego jeszcze „Ekhani” Tapana Sinhy, „Asomoy” Indera Sena, „Nauka Dubi” i „Bishobriksha” Ajoya Kara, „Kotwaal Saab” Hrishikesha Mukherjee, „Swet Patharer Hala” (1992) Prabhata Roya, „Kori Diye Kinlam” Biresha Chatterjee, „Jadu Bansha” Partho Pratima Choudhury’ego. Lubiłam też grać u Salila Dutty i zmarłego Dilipa Mukherjee. Gdybym miała wymienić pięć moich ulubionych ról, wskazałabym na „Paromitar Ek Din”, „Teen Kanya”, „Asomoy”, „Jadu Bagsha” i „Rater Rajanigandha”. W „Paromitar” sama się reżyserowałam. W „Asomoy” grałam pełną zahamowań 36-letnią kobietę. W „Rater Rajanigandha” przez większość czasu jestem duchem, a więc bardzo nietypowa rola. Mocno wierzę, że moja gra bardzo się poprawiła po tym, jak zostałam reżyserem.”
Mówiąc o sukcesie, jaki odniosła jako czołowa aktorka głównego nurtu kina bengalskiego, Aparna wspomina: „Naprawdę nie wiem, co mnie ciągnęło do mainstreamowego kina. Czas mijał, a ja byłam coraz bardziej uwięziona w schematycznych filmach, bo tak właśnie działa box office. Mój ojciec gardził filmami, w jakich występowałam. I stopniowo pojawiło się pewne zniecierpliwienie. Przez pewien czas je ignorowałam, lecz niepokój pojawiał się w najdziwniejszych momentach. Na przykład wchodziłam na plan i zdawałam sobie sprawę, że nie ma on nic wspólnego z postacią, którą grałam. Te sprzeczności mnie niepokoiły i zaczęłam proponować poprawki. Nie zawsze były one mile widziane. Interesował mnie proces kręcenia filmów i robiłam nawet notatki z tego, jak ustawiona była kamera. Wielokrotnie przy oglądaniu później filmów czułam, że reżyser powinien był użyć szerszego kadru. Kiedyś gdy grałam gospodynię domową, miałam scenę prasowania. W czasie zdjęć zaproponowałam reżyserowi, że może powinnam w tej scenie spalić jedną z koszul. Spodobał mu się pomysł, jednak gdy już zobaczyłam film, zorientowałam się, że są w nim tylko moje zbliżenia. Byłam wzburzona. „Gdzie jest scena spalenia koszuli?” – zapytałam go. „Nie była potrzebna” – wyjaśnił mi. W innym filmie grałam ciężarną, która jest z wizytą u lekarza. Aktor, który go grał, miał na czole opaskę z lampa laryngologiczną i wyglądał raczej na lekarza pierwszego kontaktu niż ginekologa. Teraz wydaje mi się to zabawne, bo były to chyba zalążki reżysera, który się we mnie rodził.”
Aparna zadebiutowała jako reżyserka w 1981 r. angielskim filmem „36 Chowringhee Lane”, zaskakując wszystkich jej głęboką empatią dla starszej anglosaskiej nauczycielki, Violet Stoneham. Jej mieszkająca w Kalkucie bohaterka musi radzić sobie z obcością bengalskiego etosu, odmawiając jednocześnie powrotu do Australii. Film zdobył nagrodę Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Manili w 1982 r. oraz National Award dla najlepszego reżysera i operatora. Aparna wspomina jak doszło do tego, że wyreżyserowała swój pierwszy film: „Nie znałam się na reżyserii, miałam jednak w głowie żywe obrazy i nie bałam się zadawać pytań. I tak byłam już wtedy niezadowolona z ról, jakie grałam. Zdecydowałam się robić coś bardziej kreatywnego, próbowałam pisać opowiadania. A że nie jestem zawodową pisarką, moje opowiadania przypominały scenariusz. Później zaczęłam pisać opowiadania, które z czasem zamieniło się w scenariusz. Zorientowałam się, że pisałam bardziej obrazami niż słowami. Cały scenariusz napisałam po angielsku. Po tym, jak przeczytałam go kilku przyjaciołom, postanowiłam dać go Satyajitowi Rayowi. Bardzo mu się spodobał i powiedział, że widać w nim dużo serca i poradził, żebym sama nakręciła film. Polecił mi Shashiego Kapoora, który w tamtych czasach finansował kino „środka”. Napisałam do niego list, w odpowiedzi na który dostałam zaproszenie do Mumbaju, i tak narodził się „36 Chowringhee Lane”. Jennifer (Kapoor) była zachwycona scenariuszem, który przeczytała dziesięć razy. I tak oto wyreżyserowałam mój pierwszy film. Gdybym miała go zrobić jeszcze raz, nie zmieniłabym tej historii, bo zgadzam się z Satyajitem Rayem, że jest w niej dużo serca, jednak inaczej bym teraz film zmontowała.”
(…)
-