Ray jest również znany jako autor krótkich historii, "Podróży profesora Śanku" (przetłumaczone na j.pol. i wydane w 1982 roku) itd.
Ja właśnie o tym chciałem, jeśli można.
Kilka dni temu Szafranka zwróciła mi uwagę, że swego czasu Nasza Księgarnia wydała książeczkę Satyajita Raya. Czym prędzej więc wylicytowałem ją na Allegro za obłędną sumę pięciu złotych i oddałem się lekturze. Rzecz jest dość niewielka objętościowo - maksymalnie na jakieś półtorej godziny czytania. Ale treściowo... Po prostu miód, bakalie i gulab dźamun. Jestem w siódmym niebie.
Jeżeli uwielbiacie "Dzienniki gwiazdowe" mistrza Lema czy opowiadania z Wielkiego Guslaru mistrza Bułyczowa, to absolutnie nie macie wymówki, by nie zawrzeć znajomości z profesorem Trilokeśwarem Śanku z Giridi w Biharze. Geniusz uczonego objawił się już w wieku pięciu lat, gdy Trilokeśwar grał ze swoim kolegą w pchełki, po czym odruchowo wyliczył odpowiednią trajektorię i siłę nacisku dla wszystkich krążków - po czym, rzecz jasna, wygrał. Profesor Śanku jest wynalazcą najróżniejszych przedmiotów: pigułki klimatyzacyjnej (którą wystarczy trzymać w kieszeni i ściskać w dłoni, a wtedy mimo lekkiego ubrania nie będzie się odczuwać chłodu), pastylek odżywczych Indica (jedna starczy na cały dzień), memorenu (urządzenie pozwalające odzyskać utracone wspomienia), śankolotu (pojazd latający zbudowany z metalu nie poddającego się sile grawitacji) czy linguagrafu (maszyna, która wypowiedź w dowolnym języku tłumaczy na bengalski i do tego jeszcze dołącza wydruk - profesor przetestował automat m.in. na swoim kocie Newtonie i uzyskał trzy wypowiedzi: 1. "Chcę mleko"; 2. "Chcę mysz"; 3. "Chcę rybę"). Naukowiec zbudował także robota zdolnego do komunikacji z ludźmi i wykonywania skomplikowanych działań matematycznych (aż mi się przypomniał "Elektrybałt Trurla").
Nie znaczy to, że profesor Śanku tylko siedzi w swojej pracowni i konstruuje coraz to nowe urządzenia! Co to, to nie! Nasz uczony podróżuje po całym świecie, wikła się w groźne przygody, nie raz i nie dwa naraża życie, rozwiązuje zagadki kryminalne, a także ma do czynienia z przybyszami z innych planet. W tych wojażach towarzyszy mu czasami Abinasz Czandra Madżumdar, sąsiad z Giridi - człowiek z gatunku tych, którzy z nowoczesnością żyją nieco na bakier i wyrażają głębokie przekonanie, że z tej całej nauki to, panie dziejku, nie przyjdzie nic dobrego. Do osiągnięć profesora Abinasz podchodzi bez entuzjazmu - nie mówiąc już o tym, że i bez specjalnego zrozumienia. Gdy na przykład Śanku zademonstrował mu dryfującą w powierzu bryłkę antygrawitacyjnego metalu, sąsiad ku rozpaczy uczonego spytał, co to za owad tu lata.
Nie chcę tu streszczać wszystkich opowiadań, bo to by była zbrodnia. Zachęcam więc do natychmiastowej lektury "Podróży profesora Śanku", choćby tylko dlatego, by przekonać się, jak wielkim humorem i niebanalną wyobraźnią odznaczał się Satyajit Ray.
Ostatnia edycja 28 lipca '08.